O „Śnie” słyszałam od dawna, ale – mówiąc szczerze – żal mi było wydawać 20 zł na 200 stronicową książeczkę, nie ważne, jak dobre opinie zbierała. W końcu jednak, gdy zobaczyłam ją na przecenie, bez wahania kupiłam pierwszą część za 5 złoty. I jak się okazało, taka niewielka kwota została dobrze wykorzystana.
Nie powiem, słysząc o tej książce pierwszy raz, byłam nieziemsko wkurzona – ktoś podebrał mi pomysł widzenia snów innych ludzi! Jak się jednak na szczęście okazało, mój pomysł na książkę różnił się od pomysłu pani McMann.
W tej historii Janie – biedna nastolatka z gorszej części miasta – wchodzi w sny innych ludzi. Gdy tylko ktoś niedaleko niej zaśnie, sen ten ją wciąga, a zadaniem Janie jest pomóc osobie która śni... Właściwie nie do końca wiadomo jak i czemu, ale być może dowiemy się o tym później. Póki co, Janie zmaga się jedynie z problemami jakie się z tym wiążą i powoli odkrywa, że może „współpracować” z wyśnioną przez kogoś rzeczywistością, nie jedynie z nią walczyć.
Drugim wątkiem tejże książki jest Cabel i to, co dzieje się wokół niego. Z tego, co dowiadujemy się na początku Cabel również jest biednym chłopakiem, który chodzi w brudnych włosach i starych ciuchach, gdy nagle po wakacjach przychodzi jak zupełnie inny człowiek. Że tak ujmę „odpicowany”.
Drogi tych dwojga jakby zaczynają częściej się krzyżować, w końcu zostają parą. Szybko się jednak rozstają z powodu tajemnicy Cabel'a. Nie, nic z paranormalnych rzeczy – chłopak po prostu jest wmieszany w narkotykową sprawę, przez co Janie staje się na niego jeszcze bardziej obrażona.
Tak właściwie nie wiem czym jest akcja. Związek Cabela i Janie, widzenie przez nią snów innych ludzi, czy narkotykowa akcja w jaką wmieszany jest Cabel. Chyba zarazem wszystko, jak i żadne z nich. Sama się zastanawiam, czy przeważa tu obyczajowość, czy fantasy i nie mogę się zdecydować.
Podoba mi się jednak to, w jakim otoczeniu pani Lisa stworzyła akcję – biedna dziewczyna z matką pijaczką, która musi radzić sobie sama... i ani razu dziewczyna nie skarżyła się na swój los, jak to przystało wielu bohaterkom innych książek. Nie, Janie jest twarda i ma cel w swoim życiu – udać się na uczelnię i jakoś sobie poradzić. No, i poradzić ze snami w które zostaje wciągnięta. A to, że w „Śnie” nastolatki nie są tak... sama nie wiem jak to nazwać, ale w większości książek młodzieżowych tego typu (np. patrz książki Meg Cabot) nie ma nawiązań do biednego życia, narkotyków, patologii w rodzinie... Zwykle jest ten „amerykański sen”. Ale nie tu; pani McMann nie boi się wkroczyć w tematy tabu i świetnie sobie z nimi poradziła. Nie stworzyła tego dla dramaturgii, potrzebowała jedynie takiego... gorszego świata.
Jednak tak jak pomysł był dobry, tak teraz muszę się przyczepić do wykonania. Książka napisana jest w formie dziennika, z datami i godziną, ale... w osobie trzeciej. Widać mocno, że jest to jedna z paru części, no i powiedziałabym, że wszystko autorka opisała po łebkach. I dlatego taka jest cieniutka ta książka, choć można było zrobić ją naprawdę grubą.
Po tylu fantastycznych opiniach, chyba jednak trochę się na tym przejechałam – na prostocie języka i tym zminimalizowaniu wszystkiego, ale w gruncie rzeczy książka jest dobra. Idealna na jakiś wieczór. Choć osobiście, radziłabym ją wypożyczyć z biblioteki.
"Sny to nie wspomnienia. To nadzieje i lęki. Oznaki stresów przeżywanych w
życiu."
PS. Przyczepię się do opisu książki, a dokładniej do zdania „Pewnego dnia do klasy przychodzi nowy chłopak... który potrafi kontrolować sny”. Tak też wiele osób pisze w recenzjach i nagle w mojej głowie pytanie: czy te osoby aby na pewno przeczytały tę samą książkę, co ja?
Przecież Cabel nie był nowym uczniem – chodził cały czas do tej samej szkoły i mieszkał od zawsze tylko dwie przecznice od niej; fakt – zmienił się, ale to nie czyni go „nowym”. A kontrolowanie snów? Och, proszę! Zaczął się tego uczyć w momencie, gdy pokłócił się z Janie i pomyślał, że to jedyny sposób, by z nią porozmawiać. Inaczej wcale by tego nie umiał.
Tytuł: Sen
Autor: Lisa McMann
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 240
Cykl: Sen (#1)
Ocena: 4(z minusem, jak dla normalnej książki)/6; 2,75/6 (jak dla paranormal)
[3.5 postawiłam "Instytutowi", który... sama nie wiem, ani gorszy, ani lepszy. Oceniam to w innych kategoriach]
[3.5 postawiłam "Instytutowi", który... sama nie wiem, ani gorszy, ani lepszy. Oceniam to w innych kategoriach]
Kolejna świetna recenzja! ;)
OdpowiedzUsuńMasz racje co do tych nieporozumień w opisach. Mnie także to irytowało gdy czytałam takie brednie.
Przeczytałam wszystkie 3 części i polecam Ci je. Akcja rozkręca cie naprawdę ciekawie.
Zaczynam naprawdę lubić Wasz blog :P
Czekam na kolejne recenzje. ^^
Pozdrawiam:)
Ja też wszystkie 3 części przeczytałam i choć w wielu częściowych ksiązkach, zwykle moge wybrać moją ulubioną częśc to tu tak nie jest. Podobała mi sie każda z 3 cześci. :) Od "Snu" aż po "Koniec". :))
OdpowiedzUsuńŚwietna recenzja. Naprawdę opis zachęca do przeczytania tej książki.
OdpowiedzUsuńSny są intrygujące nawet w naszym realnym, szarym życiu, bo wnoszą do niego trochę magii (och tak, doskonale wiem, o czym mówię po dzisiejszej nocy :D)... A perspektywa wchodzenia do czyjegoś snu jest jeszcze bardziej intrygująca i ekscytująca.